zdrowy rozsądek

Jakiś czas temu media wszelakie zalała fala minimalizmu – posiadanie tylko 100. rzeczy, gromadzenie doświadczeń a nie przedmiotów, ogólna asceza począwszy od wnętrz, mody po kuchnię. Jak to mówią wszystko jest dla ludzi i jestem jak najbardziej za, jednak niech to wszystko będzie w granicach zdrowego rozsądku. Byłabym hipokrytką gdym napisała, że minimalizm mnie nie zainteresował. Pisałam tu wielokrotnie o tym, że dużo lepiej czuję się w miejscach w których mogę się skupić na byciu, na rozmowie, na myślach i nie rozprasza mnie nadmiar wzorów, kolorów, przedmiotów. Wyrzuciłam ze swojego życia sporo i nawet jeszcze trochę, uporządkowałam szafę, regał na książki i wiele miejsc, które tego potrzebowały, a w zasadzie potrzebowałam tego ja. Nie wynikało to z mody czy panującego trendu. Po prostu w odpowiednim czasie na mojej drodze stanęły artykuły, wywiady, teksty czy fotografie, które spowodowały chęć działania w tę a nie inną stronę. Doszłam do pewnego etapu i jest mi tu dobrze, nie będę się siliła i określała siebie minimalistką, bo nią nie jestem – ja przyłożyłam do rzeczonego minimalizmu własną miarę.

I taką też własną miarę staram się przykładać do wielu aspektów w życiu – mody, kosmetyków, przekonań, sportu, zdrowia, jedzenia i odżywiania. Internet, magazyny, radio w moim przypadku wyłączając telewizję, której w domu nie mamy, to kopalnia pomysłów wszelakich. Tylko jakoś nam się zapomniało, że ślepe podążanie za trendami zabija naszą indywidualność i autentyczność. Gdzieś się w tym wszystkim zatracamy. Wszystko jest dobrze kiedy rzeczywiście na co dzień tacy jesteśmy, jeśli sztucznie nie kreujemy naszej rzeczywistości. Nagle się wtedy okazuje, że owsianka z owocami to nam już bokiem wychodzi, warzywne smoothie wykrzywia usta w dziwny grymas, nasiona chia podnoszą brwi ze zdziwienia, a chleb wyłącznie na zakwasie czerstwieje w chlebaku od kilku dni, ale dobrze wyglądał tylko na IG, bo od zjedzenia go boli nas brzuch. Gdzie się podziała nasza prawdziwość? Czy to wszystko daje nam prawdziwe szczęście i poczucie spełnienia przez cały czas czy jest tylko pozorne i zależy od ilości lajków?

Dlaczego mam codziennie na śniadanie zjadać jogurt z owocami jak 10 minut po wyjściu z domu burczy mi w brzuchu? Dwa jabłka i banan popite kawą z wielkiego kubka powodują raczej dyskomfort niż dobrostan w każdej tkance. Dlaczego obciachem jest się przyznać do pajdy prawdziwego chleba na drożdżach (tak na drożdżach też jest prawdziwy), do poczciwej herbaty z cytryną, do zupy gęstej aż łyżka stoi, do miski truskawek ze śmietaną a nie jogurtem? Dlaczego robimy sobie taką krzywdę i nie pozwolimy sobie na bycie sobą? Jeśli jednak tak jest, że żyjemy tak jak to pokazujemy i spoglądając w lustro czy rozglądając się dookoła czujemy taką samą satysfakcję jak oglądamy naszą e-codzienność to nie było tematu.

Żadne zdrowe produkty jedzone nawet codziennie, przygotowywane w najzdrowszy na świecie sposób, najbardziej ekologiczne nie przyniosą naszemu ciału najmniejszych korzyści jeśli będą jedzone na siłę, bo taki jest trend, bo tak pisali, że to zdrowe. I cóż z tego, jeśli mi nie smakuje to mnie nie uzdrowi, bo szczęśliwość wewnętrzna zaczyna się w głowie. Znam wiele osób, którym podczas grypy nie pomoże jarmuż i brokuły, choć nie można im odmówić cudownych właściwości, tylko kluski śląskie, kanapka z pomidorem i solą, rosół z kaczki i placki ziemniaczane ze śmietaną. Mówię tu znowu o zdrowym rozsądku i przyłożeniu do jedzenia własnej miary – wiem co mi szkodzi i wiem co mi służy. Słucham siebie i swojego organizmu, który do walki z chorobą i codziennej aktywności potrzebuje spokoju i poczucia szczęśliwości. Pojedzmy sobie tak jak lubimy najbardziej, uczmy tego nasze otoczenie, dzieci – będzie nam dobrze również offline. Szanujmy swój organizm, bo nieszczęśliwy odmówi posłuszeństwa i żadne super foods nie pomogą jeśli nie będą comfort foods.

||||| Like It 3 I Like It! |||||

4 Comments

  1. Święta prawda. To samo dotyczy kopiowania tłumu w innych dziedzinach np. wnętrzarskich. Wiele osób nie zastanawia się czy akurat skandynawskie klimaty to ‚jego druga skóra’ ale co tam, przecież teraz to takie modne pokazać fajną chałupy na Insta.
    Pozdrawiam

  2. Trendem są diety… czyli inaczej „ciche wyniszczanie organizmu” ehhh… ja nie wiem czemu nie można się przyznać, że lubi się po prostu jeść :P
    Po za tym jedzenie tego samego przez cały czas doprowadza do jeszcze większych szkód, nawet jeśli to codziennie będzie mozzarella z pomidorem i bazylią. Różnorodność kochani!

    Wiem co mówię, jestem dietetykiem i nigdy na Sobie nie stosowałam diet, i głównie zajmuje się dietami dla osób chorych. Zresztą Ty wiesz jak wyglądam :P

    Świetnie, że zwróciłaś na to uwagę :)

  3. „W życiu, w każdej sytuacji należy być sobą.Autentyczność lub jej brak to nasz osobisty rachunek sumienia”.
    Sandor Marai

Komentarze są zamknięte.