unplugged

m

Lubicie koncerty unplugged? To taki piękny powrót do źródeł! Rock bez prądu – jak to u nas zwykło się nazywać te wydarzenia. Odpinamy kabelki od tych elektrycznych gitar, syntezatorów, bierzemy sprzęt akustyczny, kontrabas, gitarki, grzechotki i cieszymy się pięknem muzyki. A gdyby tak… A gdyby tak wyobrazić sobie nie tyle rock bez prądu, co w ogóle rok bez prądu. Powiedzmy na skutek awarii, eksplozji albo bardziej romantycznie – rewolucji społecznej w imię ratowania matki Ziemi albo relacji międzyludzkich. Tak, więc naciskamy pstryczek elektryczek i… Najpierw, oczywiście robi się ciemno. Nic nie widać, więc albo zapalamy sobie świeczuszkę, albo chodzimy spać z kurami. Nie wiem, co na to kury, trzeba je może wcześniej popodrywać. Jeśli mimo to nas pogonią, to będziemy mogli spojrzeć nocą w niebo – i to z pewnością byłby pierwszy cud tego eksperymentu – rozgwieżdżone niebo, które większość z nas zna lepiej z filmów niż z autopsji. Bez latarni, neonów, jupiterów… Po paru dniach rozładowują się ostatnie komórki. Nie ma SMS-ków, żadnych „Zaraz będę”; „Czy jest Pan zainteresowany ofertą naszego ubezpieczyciela?”; „Gdzie stoisz, bo Cię nie widzę!”; nie ma GPS-a, prognozy pogody, Googla, Facebooka, Snapchata, Twittera, Wikipedii…? Trzeba popatrzeć sobie w oczy. Odezwać się do siebie. Wiemy tylko to co, mamy w głowie, a nie w kieszeni. Survival! Co zrobić w przerwie w pracy? Na przystanku? W autobusie? Książka? Gazeta? Rozmowa? Rozładowują się też nasze komputery. Nie ma Internetu. Oby jeszcze w domu była gdzieś encyklopedia, bo możliwość sprawdzenia jakiejkolwiek informacji dramatycznie się obniży. Nie działa radio ani telewizja. Nie ma „Tańca z gwiazdami” ani „Wiadomości”.

Rozrywkę musimy sobie zorganizować sami. Aktorzy – tylko w teatrze. Muzyka – tylko na koncercie. Chyba, że sami coś pośpiewamy i pogramy. Perfekcyjna pani domu – w swoim domu. Magda Gessler – w swojej restauracji. Krzysztof Ibisz – no właśnie… gdzie jest Krzysztof Ibisz?! To, co trzeba wiedzieć o świecie, musimy albo przeczytać, albo wymyślić sami. Rzeczywistości trzeba znów doświadczać, a nie tylko ją googlować. Żeby napisać list, pracę magisterską albo felieton – trzeba usiąść z piórem, niczego się nie wytnie i nie wklei, potem wziąć to i zanieśc do redakcji albo szkoły, albo wrzucić do skrzynki na listy. W końcu staje większość samochodów, bo nie działają stacje benzynowe. Robi się bardzo cicho. Na ulicach słychać głównie dzwonki rowerów i co jakiś czas stukot końskich kopyt. Powietrze zaczyna zupełnie inaczej pachnieć. Trudno się przemieścić, ale chodzenie po ulicach zaczyna mieć zupełnie inny smak. Ponieważ nie możemy dojść szybko w kilka miejsc w ciągu dnia i dużo trudniej nam się z kimkolwiek umówić – redukujemy ilość naszych obowiązków do absolutnego minimum. Jedna, dwie sprawy dziennie. Więcej nie da rady. nasz mózg jest skoncentrowany tylko na tym, co naprawdę ważne. Potem wracamy do domu i gramy z dziećmi lub z przyjaciółmi w warcaby. Albo w monopol. Ale ten na prawdziwej planszy. Skupiamy się na ludziach. Bo nie ma nic atrakcyjniejszego w pobliżu. To do czego dochodzimy, co osiągamy, dzieje się za sprawą naszych mięśni, naszego serca, naszej inteligencji i wiedzy.

Sto lat temu rok bez prądu przeszedłby prawie niezauważalnie. A dziś? Czy jesteście sobie to w stanie wyobrazić?

Maciej Stuhr, Unplugged, Zwierciadło – lipiec 2015

 

Czytam sporo gazet, czasopism i magazynów. Zawsze mam mały stosik nieprzeczytanych. Takich na zaś, na wolniejszą chwilę, na długi wieczór. Jest też tak, że jak mnie coś za serce złapie to albo upycham litery w notes i przepisuję albo wyrywam kartkę, zaginam na miliony kawałków i chowam… też w notes. Wtedy nie zginie. Wracam często do tych notatek, zapisków, wycinków, wyrywków.

Jakiś czas temu, w którymś z wakacyjnych numerów Zwierciadła trafiłam na znakomity felieton Macieja Stuhra. Czytam je zawsze, czasem się zaśmiewam, czasem mi tylko kącik ust lekko drgnie, czasem się zamyślę, a czasem nawet mam mokre oczy, ale jestem bezkrytyczna wobec Macieja, bo cenię tak inteligentne poczucie humoru i talenty, których mu Bozia nie poskąpił. Ale wracając do felietonu to… nie bez powodu go tutaj dzisiaj wrzucam. Powodów jest kilka – poczynając od Świąt, bo to czas, którego nam potem w ciągu roku jakoś bardzo brakuje, przez potrzebę zmiany, a kończąc na Ludziach. Bo ich też nam czasem bardzo brakuje, a kiedy są obok, blisko, właśnie teraz w Święta to przecieka nam ten czas przez palce, a potem żałujemy, że nie wykorzystaliśmy tych chwil do cna, że nie ścisnęliśmy ich jak cytryny.

Chciałabym Wam życzyć właśnie takiego czasu – czasu UNPLUGGED, a każdy z Was niech zinterpretuje go po swojemu. Nie ważne czy spędzi przy choince, opłatku, wigilijnym stole, w pracy, w podróży czy w samotności. Nie ważne. Bo wszystko dzieje się po coś. Kto wie gdzie będziemy za rok? Kto wie gdzie będziemy za tydzień?

Dobrych Świąt

 

||||| Like It 0 I Like It! |||||

3 Comments

Komentarze są zamknięte.