przyszły dni…

13335932_1048072858618195_6828451693972062703_n

Przyszły dni bez skarpetek za to z burzami co pojawiają się całkiem znikąd, po których woda z grzywki kapie i przelewa się między palcami w sandałach. Dni z truskawkami i sukienką w kwiatki, piwoniami w wazonie i natką pietruszki z własnej działki. Dni, które zaczynają się przytulaniem i książką o 4 zero zero. Dni z kilometrami gdzie przede mną w wózku śpi 1/3 mojego świata, a nad głową kwitnie jaśmin…

na całe życie

Tak po prostu zamknij teraz oczy i przypomnij sobie smak i zapach, który sprawia że coś niewytłumaczalnie miękkiego i ciepłego wypełnia każdą tkankę. Pomyśl o burzy w śliniankach, która powoduje, że motylom w twoim brzuchu rosną skrzydła i czujesz, że nogi pod stołem przestają dotykać ziemi.

Każdy z nas ma takie wspomnienia dzięki którym jesteśmy na kulinarnym haju. Takie, których nie zastąpi nawet sporej wysokości rachunek w renomowanej restauracji. Nie ma tu znaczenia zasobność portfela czy kolor talerza, to takie połączenie smaku, zapachu (najczęściej najprostsze i najmniej wyszukane) czy wydarzenia im towarzyszącego, dzięki którym jesteśmy tacy tyci tyci, do przytulenia. Ja też mam takie jedzeniowe dragi, których nic pod względem super mocy nie zastąpi. Mięknę na samą myśl o zupie jarzynowej i rosole mojej Mamy czy duszonych skrzydełkach z cebulą, koktajlu borówkowym, pieczonym jabłku z pieca czy jajecznicy mojego Taty albo pierogach Babci z Żegiestowa. Rany… no to wracamy do tej burzy w śliniankach [śmiech]. To są smaki nie do zastąpienia i choćbym próbowała na dziesiątki sposobów (nie byłabym sobą gdybym nie próbowała) nie uda się ich nigdy odtworzyć. Właśnie w tej niepowtarzalności jest sedno i to ona przenosi mnie do czasów podstawówki, kiedy Tata rano pięć razy stuknął w patelnię i na stole lądowała taka jajecznica jakiej nikt nigdy w moim życiu nie powtórzył. Taka prosta, taka wtedy zwyczajna, taka niepozorna, taka niewymyślna, nie bogata a tak bardzo mi została w głowie.

Jarkowi oczy się świecą na myśl o pajdzie chleba z kwaśną śmietaną i cukrem aż w zębach trzeszczy, bloku czekoladowym z mleka w proszku (koniecznie „niebieskiego”), drożdżówkach z białym serem Babci i chlebie z pieca i ziemniakach pieczonych na blasze. To wyjątkowe wspomnienia. Wspomnienia miejsc, ludzi czy zdarzeń i to wszystko w połączeniu tworzy strefę komfortu znaną tylko nam.

Nie zaskoczę Was jak teraz napiszę, że jedzenie to dla mnie jeden z filarów naszego życia rodzinnego i budowania naszej rodzinnej historii, mojej osobistej również. Kocham karmić ludzi, kocham wymyślać nowe smaki, połączenia, formy. I wymyślam, co możecie często tu oglądać, ale nasze sztandarowe smaki pozostają niezmienne. Nimi się koimy kiedy jest źle, świętujemy kiedy jest dobrze, celebrujemy zwykły dzień. Nie potrzeba pełnego koszyka na zakupach, nie potrzeba drogich składników na chleb, krokiety z barszczem na rosole, łazanki, naleśniki z dżemem czy najzwyklejszą szarlotkę i pomidorową.

Myślę o tym czy kiedyś Lili będzie mieć takie kulinarne dopalacze, bo rośnie w domu, który zaczyna się od kuchni, gdzie obiad jest ważniejszy niż nawet najlepsze zabawki. I to obiad przy stole. Bo stół łączy.

comfort food, slow food

to nie constans

slow

Zamiast spróbować się przesunąć na drodze umiemy pokazać palec kierowcy, który jedzie za nami i trąbi bo się spieszy, a nie potrafimy choć kiwnąć głową jak autobus zatrzyma się przy przejściu dla pieszych. Potrafimy nawrzucać kasjerce w markecie na czym świat stoi, że cena się nie zgadza, a nie potrafimy powiedzieć prostego dziękuję odchodząc od kasy. Bez problemu mówimy do dziecka, męża, sąsiadki „daj”, „podaj”, „chcę”, „musisz”, a dziękuję już przez gardło nie przechodzi… Skąd się w nas bierze poczucie, że coś nam się należy? Kto dał nam przywilej wyłącznie wymagania od innych i nie dania choćby minimum od siebie? Żyjemy w przeświadczeniu, że pewne rzeczy trwają i trwać będą bez zmian. To takie naturalne, że urzędnik ma być miły mimo naszych niedopatrzeń, Pani w przedszkolu ma być zakochana w dziecku, które tupie ze złości pół dnia, a w domu zawsze jest pełna lodówka i ciepła zupa. Otóż nie. To nie constans. Żeby móc tego wymagać trzeba dawać kapkę od siebie, trzeba czasem chcieć powiedzieć proste dziękuję, cieszę się, doceniam, dobrze że jesteś. Bo ktoś drugi nie musi być miły, uprzejmy, czuły i zadowolony non stop tylko dlatego, że uraczyliśmy go swoją obecnością.

czekać na powrót

 

flower, goździk, biały, white, slow  flower, goździk, biały, white, slow

Ludzie pragną czasami się rozstawać,
żeby móc tęsknić, czekać i cieszyć się powrotem.
Janusz Leon Wiśniewski

Akonto wizji powrotu zgadzam się nazywać rozstania pragnieniem. Łatwiej jest. Chyba.

szczęśliwość

Mówią na to frajda, przyjemność, radocha, radość, rozkosz, uciecha, uczta, błogostan, fascynacja, urzeczenie, lubość. Zwał jak zwał, jak się coś lubi i to coś połączy się z czymś drugim i jeszcze trzecim i czwartym to właśnie to się czuje.

No bo czy to nie szczęśliwość jak jest się w ciepłym domu, jest wieczór, jest gorąca kawa w kubku i oprócz mojego jeszcze dwa śmiechy słychać?

DSC_3445  DSC_3447

tak się wydaje

Tak się nam tylko wydaje, że jesteśmy hero nie do pokonania, że mamy niekończące się zasoby energii i pokłady sił. Jeszcze to zaplanowane, jeszcze w notesie i kalendarzu spotkanie, poczta, zakupy, tu pojechać, tam zajrzeć, podejrzeć, spróbować, zagadać, wyprać, zetrzeć, ugotować… I tak w kółko. Im wyższe obroty tym więcej w godzinie się mieści. Dumni …

Więcej

pachnie kawą

Miałam kiedyś okazję być na warsztaty z alternatywnych metod parzenia kawy podczas których wypiłam tyle kawy, że do dziś się dziwię, że nie byłam na pełnych obrotach przez cały tydzień. Po warsztatach zamieszkał z nami french press, młynek i kawa w ziarnach. Potem dosłownie popłynęliśmy z kawą do kubka. Eksperymentujemy, mieszamy, szukamy, zaciągamy się aromatem. Nie wyobrażamy sobie już popołudnia czy sobotniego poranka bez szumu ziarenek w ekspresie i zapachu, który wręcz tańczy po mieszkaniu.

29.11.2014_1  DSC_3238  29.11.2014_2  DSC_3240  DSC_3243

proste!

też tak macie, że upatrujecie mega przyjemności, mega odpoczynku, mega wszystkiego tylko w tym co nie jest dostępne w danym momencie na wyciągnięcie ręki? np. odpocznę wyłącznie na urlopie daleko od domu, kawa w domu taka sobie – ta w kawiarni lepiej smakuje, dziecko sąsiadki jakby grzeczniejsze, gdyby to, gdyby tamto to byłoby idealnie… a teraz co? wobec tego, że to co lepsze niedostępne to odpuszczę sobie, bo wszystko to co teraz to przecież beznadzieja.
można i tak, można żyć wyłącznie przyszłością, przeszłością, innością, życiem innych i wiecznie mieć poczucie, że nasze i tu i teraz jest gorsze. można. ale szkoda nie lubić tego co teraz, drugi raz tego nie będzie.

co lubicie? z czego macie frajdę taką, że wow!?
ja mam z domowej kawy właśnie, ze słuchania Michaela Buble, z książki, z naleśników na obiad, z tego że mam cudowną Córkę, mam Dobrego Człowieka przy sobie, mogę decydować, mogę co rano pójść do pracy, że w Tatry mam tak nie daleko, że mogę i umiem odpocząć we własnym domu…

DSC_1776  DSC_1736  DSC_1764

czarno na białym

usłyszałam dziś, że klasyka, jednorodność i prostota to nuda…
nie zgadzam się, dementuję i buntuję przeciw takiemu myśleniu. dla mnie to spokój, to fundament, cisza i początek, a kolor, mnogość czy nieład wcale nie są oznaką większej kreatywności. kropka. czarna kropka!

DSC_103