mapa

map, slow, slow life  map, slow, slow life

w góry chodzimy z mapą i nie na skróty. szlak jaki by nie był wymaga zaangażowania, a góry – wysokie czy nie – szacunku. marzę o tym, żeby Lila [lat 3] pamiętała mając lat 23, że klapki są na basen a nie na Czerwone Wierchy, a butelkę po wodzie i torebkę foliową po kanapce zabiera się z powrotem ze sobą a nie zostawia między kamieniami. bo w to, że pokona kilometry szlaków już nie wątpię.

wyprawa

Sobota. Zupełnie spontaniczna wyprawa w Pieniny. Wąwóz Homole to jedno z pierwszych miejsc, w jakie zabierał nas Tata jak byłam dzieckiem i to właśnie Pieniny rozkochały mnie w górach. Podejrzewam, że z Lilą może być podobnie. [szczęśliwa]

slow, simple, mountain  slow, simple, mountain  slow, simple, mountain  slow, simple, mountain  slow, simple, mountain

collect moments not places

Definitywnie spontaniczny weekend za nami. Ale nie ma dla nas tak naprawdę znaczenia czy wyjazd planowaliśmy czy zdecydowaliśmy o nim w 3 minuty. Nie ma też znaczenia odległość, bo co to za różnica gdzie i jak daleko. Można jechać do Nowej Zelandii i wrócić rozczarowanym, można do Piwnicznej i wspominać całe życie. Wszystko zależy niewątpliwie od tego czego oczekujemy.

Collect moments not places – doskonale opisuje nasz system włóczęgi i przy nim pozostaniemy.

Nie ujmując absolutnie uroku przemyskiej starówce, Arboretum w Bolestraszycach czy Zamku w Łańcucie bo nie ulega on (ten urok) wątpliwości, ale zawsze możemy tam wrócić, a śniadanie w słońcu, miękka biała pościel w hotelu, zapach azalii, cisza przerywana wyłącznie głosem ptaków, burza z gradem, woda z cytryną i poparzony język gorącą zapiekanką już się nie powtórzą pewnie w takim wydaniu i takim zestawieniu. Dlatego zostawiam w głowie emocje, bo do tych pięknych miejsc można wrócić. Choćby na zdjęciach.

Przemyśl, slow, travel, spring  arboretum, slow, travel, spring  arboretum, slow, travel, spring  Łańcut, slow, travel, spring

we krwi

Góry mam we krwi. Tu się urodziłam – tuż pod szczytem Jaworzyny Krynickiej i wracam jak bumerang. Mieszkam w Beskidach, a kiedyś z okien będę patrzeć na Tatry. Chcę tych gór więcej i więcej, ponoć to jedna z cech górali, że mimo iż mają ich pod dostatkiem to ciągle im ich mało. Mi także ich mało, bo jak mieć dość, nadmiar, za dużo jak widzi się takie rzeczy?

ps. dla odmiany jutro będzie wpis o morzu.

07.02.2015_5

07.02.2015_1  07.02.2015_2    07.02.2015_4   07.02.2015_6  07.02.2015_7

   

cisza

cisza, szelest suchych traw pod nogami i nawet jak zamykasz oczy to nadal je widzisz…
bywa, że widać je jak na dłoni, a bywa też tak jak wtedy – mgliście i miękko.

DSC_2565

po co mi?

po co mi to wszystko w życiu gdybym nie miała o tym komu powiedzieć? stanęłabym w miejscu, nie miałabym po co iść po więcej. i chociaż czasem łzy na powieki cisną jak gejzer z bezsilności, głęboki oddech już nie pomaga, a mówienie co myślę wraca jak bumerang z tych małych dziecięcych ust. i kiedy wiem, że to ja muszę zrozumieć mimo tego, że obie iskry ciskamy, to jedynym ratunkiem jest wyprowadzić się na cały dzień w las, w trawę, w góry. bo kiedy już wszystko co mam na drodze wystawiłabym najchętniej za drzwi i trzasnęła nimi aż zadudni to wiem po tych górach i słońcu i trawie suchej pod butami, że zaraz po trzaśnięciu tymi drzwiami zatęsknię tak pierońsko jak nigdy…

dobrze, że mam te drzwi dla kogo znowu otworzyć.

DSC_2777  DSC_2670  DSC_2779  DSC_2675  DSC_2723

morze dzisiaj niespokojne…

Pamiętacie jak pisałam, że zmieniam formułę bloga ze względu na mnogość myśli, którą chciałabym zachować forever? na krótkie notki, których zdecydowanie mam w głowie nadmiar? na zdjęcia, teksty, które powstają w chwili, a gubią się gdzieś w telefonie, na skrawkach papieru, w notatnikach nie widząc w efekcie światła dziennego? Robię właśnie generalne porządki na telefonie …

Więcej