moje soul food

e  d  c

Zrobiłam leczo i fruwam.

Są smaki, na które czeka się cały rok i choćby nie wiem co, to o innej porze roku nie będą takie jak teraz. Czasem jest to zasługa wyłącznie składników, które właśnie teraz są najlepsze, smak pełny i właściwy tylko latu – małe cukinie, natka pietruszki czy cebula dymka. Tak jak teraz nigdy nie będą smakować truskawki, czereśnie czy rabarbar, za chwilę maliny, jagody i porzeczki, potem dynia i śliwki. Czasem smak jest niepowtarzalny, bo nam coś przypomina np. to jak gotowała mama czy babcia, bo takie jabłko prażone albo budyń albo pierogi ruskie przenoszą nas do dzieciństwa i zawsze już będzie nam dobrze jak je zjemy. To takie właśnie soul food – jedzenie duszy, które syci nie tylko brzuch, ale leczy myśli, rozjaśnia głowę, wypełnia nas dobrymi wspomnieniami.
Ja mam wiele takich smaków, a jednym z nich jest właśnie leczo. Nie interesują mnie przepisy na to prawdziwe węgierskie, bo to które robię we własnej kuchni jest kopią tego, które robi moja Mama. Do bólu warzywne, pomidorowe, z nutą wędzonki i całą górą natki pietruszki.

Jest mi dobrze na duszy.

popołudniowe ciasto

i  l  k  j

Jak mnie najdzie na pieczenie to nie ma zmiłuj czasem. Początkowo wszyscy Ci dziwnie przeciwni i nie pałający jakoś entuzjazmem, w miarę jak ciasto w piekarniku rośnie zaczynają się przekonywać. Lubię te popołudnia. Są nasze. Domowe. A do kawy i herbaty idealnie pasuje ciasto bakaliowo-owsiane z jabłkami. Idealnie jesienno-zimowe, na takie popołudnia jak teraz kiedy za oknem wcześnie ciemno, a w domu dużo ciepła i światła.

Ciasto bakaliowo-owsiane z jabłkami

80 g mąki typu 650 • 250 g płatków owsianych • 400 ml mleka • 120 g masła • 160 g cukru brązowego • 3 jajka od „szczęśliwych kur” • 1 mała łyżeczka sody • 1 mała łyżeczka sody • 3 średnie jabłka • dwie garści orzechów włoskich • garść rodzynek • garść żurawiny

Mleko zagotowujemy, zalewamy nim płatki owsiane i zostawiamy na 10 minut do zaparzenia. Do płatków dodajemy masło i połowę cukru. Mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy z drugą połową cukru. Gdy będą ubite stopniowo dodajemy wystudzone płatki owsiane. W osobnym naczyniu mieszamy mąkę z sodą i proszkiem do pieczenia oraz 2/3 posiekanych orzechów, wszystkie rodzynki i żurawinę. Jabłka kroimy w kostkę i wszystko dokładnie mieszamy z masą owsiano-jajeczną. Całość przekładamy do tortownicy o średnicy 24-26 cm. Wierzch ciasta posypujemy resztą orzechów. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 40-50 minut.

zdrowy rozsądek

Jakiś czas temu media wszelakie zalała fala minimalizmu – posiadanie tylko 100. rzeczy, gromadzenie doświadczeń a nie przedmiotów, ogólna asceza począwszy od wnętrz, mody po kuchnię. Jak to mówią wszystko jest dla ludzi i jestem jak najbardziej za, jednak niech to wszystko będzie w granicach zdrowego rozsądku. Byłabym hipokrytką gdym napisała, że minimalizm mnie nie …

Więcej

na całe życie

Tak po prostu zamknij teraz oczy i przypomnij sobie smak i zapach, który sprawia że coś niewytłumaczalnie miękkiego i ciepłego wypełnia każdą tkankę. Pomyśl o burzy w śliniankach, która powoduje, że motylom w twoim brzuchu rosną skrzydła i czujesz, że nogi pod stołem przestają dotykać ziemi.

Każdy z nas ma takie wspomnienia dzięki którym jesteśmy na kulinarnym haju. Takie, których nie zastąpi nawet sporej wysokości rachunek w renomowanej restauracji. Nie ma tu znaczenia zasobność portfela czy kolor talerza, to takie połączenie smaku, zapachu (najczęściej najprostsze i najmniej wyszukane) czy wydarzenia im towarzyszącego, dzięki którym jesteśmy tacy tyci tyci, do przytulenia. Ja też mam takie jedzeniowe dragi, których nic pod względem super mocy nie zastąpi. Mięknę na samą myśl o zupie jarzynowej i rosole mojej Mamy czy duszonych skrzydełkach z cebulą, koktajlu borówkowym, pieczonym jabłku z pieca czy jajecznicy mojego Taty albo pierogach Babci z Żegiestowa. Rany… no to wracamy do tej burzy w śliniankach [śmiech]. To są smaki nie do zastąpienia i choćbym próbowała na dziesiątki sposobów (nie byłabym sobą gdybym nie próbowała) nie uda się ich nigdy odtworzyć. Właśnie w tej niepowtarzalności jest sedno i to ona przenosi mnie do czasów podstawówki, kiedy Tata rano pięć razy stuknął w patelnię i na stole lądowała taka jajecznica jakiej nikt nigdy w moim życiu nie powtórzył. Taka prosta, taka wtedy zwyczajna, taka niepozorna, taka niewymyślna, nie bogata a tak bardzo mi została w głowie.

Jarkowi oczy się świecą na myśl o pajdzie chleba z kwaśną śmietaną i cukrem aż w zębach trzeszczy, bloku czekoladowym z mleka w proszku (koniecznie „niebieskiego”), drożdżówkach z białym serem Babci i chlebie z pieca i ziemniakach pieczonych na blasze. To wyjątkowe wspomnienia. Wspomnienia miejsc, ludzi czy zdarzeń i to wszystko w połączeniu tworzy strefę komfortu znaną tylko nam.

Nie zaskoczę Was jak teraz napiszę, że jedzenie to dla mnie jeden z filarów naszego życia rodzinnego i budowania naszej rodzinnej historii, mojej osobistej również. Kocham karmić ludzi, kocham wymyślać nowe smaki, połączenia, formy. I wymyślam, co możecie często tu oglądać, ale nasze sztandarowe smaki pozostają niezmienne. Nimi się koimy kiedy jest źle, świętujemy kiedy jest dobrze, celebrujemy zwykły dzień. Nie potrzeba pełnego koszyka na zakupach, nie potrzeba drogich składników na chleb, krokiety z barszczem na rosole, łazanki, naleśniki z dżemem czy najzwyklejszą szarlotkę i pomidorową.

Myślę o tym czy kiedyś Lili będzie mieć takie kulinarne dopalacze, bo rośnie w domu, który zaczyna się od kuchni, gdzie obiad jest ważniejszy niż nawet najlepsze zabawki. I to obiad przy stole. Bo stół łączy.

comfort food, slow food