to co ma znaczenie

Jest poniedziałkowy wieczór, dość ciepło choć chłodniej niż przez kilka ostatnich dni. Założyłam ciepły sweter i grube skarpety i usiadłam na balkonie. Zabrałam wodę z cytryną i komputer. Chwilę siedziałam patrząc na ruch na ulicy.

To mieszkanie kupiliśmy 8 lat temu. Uczyliśmy się w nim życia we dwoje. Na wszystko co jest w tych czterech ścianach i to jacy teraz jesteśmy ciężko oboje pracowaliśmy. Cudów tu nie ma, bo dobrze już wiecie, że nie lubię nadmiaru. Niemniej jednak to Nasz DOM, który „budujemy” od ośmiu lat we dwoje. Mieszkamy na dużym osiedlu w centrum miasta… przy dwupasmowej ulicy, na którą wychodzi wspomniany wyżej balkon. Centrum, w pobliżu wszystko czego potrzebujemy, można poruszać się wyłącznie pieszo, tylko ten balkon… Długo go nie lubiłam przez tę ulicę właśnie. Ruch, kurz, parking cóż tu lubić? Od kiedy jestem w domu z Mają na wiele rzeczy przyszło mi zwrócić większą uwagę niż kiedy wszyscy wychodziliśmy rano a wracaliśmy czasem późnym popołudniem. Teraz dom w ciągu dnia również żyje. Nie może stać, kurzyć się, być. Musi żyć.
I choć wszystko we mnie chce już tego domu przy lesie gdzie ptaki śpiewają tak, że w uszach potem dzwoni jeszcze długo i widać tak gwiazdy, że nigdzie w mieście takich nie zobaczysz na niebie i balkon, na którym nawet i pół dnia bym spędziła to mi palców wystarczy u jednej ręki żeby samochody policzyć, to przecież jeszcze mnóstwo pracy przed nami zanim te ptaki i te gwiazdy, to dlaczego nie dać sobie samej tego czego nikt mi nie da? Choćby małej radości?

Mama i Tata nauczyli mnie, że tego na co sama w życiu zapracuję nikt mi nie zabierze. To czego się w życiu nauczę, co zobaczę, przeżyję będzie stanowiło moją wartość. To będzie tylko moje i choćby dla nikogo nie miało żadnego znaczenia, nikt mi nie powie, że ja nic nie znaczę. Znaczy się w życiu tyle ile wypracują ręce, nauczy się głowa i pokocha serce. Mają znaczenie ludzie i nasze postrzeganie świata. Ta szklanka do połowy pełna… lub pusta. Czasem w życiu są pieniądze, a nie ma ludzkiej dobroci, nie ma szczęścia bycia razem, nie ma bezpieczeństwa. Są rzeczy, a nie ma z kim herbaty się napić. Może ona być i droga i dobra co z tego jak w drugim kubku zawsze będzie zimna. Dlaczego więc nie widzieć dobrego w tym co jest. Siedzę, więc na tym naszym balkonie, nóg nie wyprostuję, bo wąsko, szumi, buczy, huczy, ale przed momentem jak głowę podniosłam to widziałam mamę cieniutką jak szpilka co pchała wielki wózek z bliźniakami i mi się wszystko uśmiechnęło, bo wiem jakie to szczęście mieć dziecko, a ona ma dwa takie małe uśmiechy jednocześnie. I tu na moim balkonie ptaki też w środku miasta śpiewają, a rano cudownie świeci słońce. Lubię to!
Pewnie, że narzekam, bo to przecież ludzkie jest. Czasem jestem tak zmęczona, że powłóczę nogami tylko w stronę poduszki, marudzę, bo nam tu już czasem ciasno, bo bałagan, bo gorąco od ulicy, bo głośno, bo już bym chciała do tego lasu, ale cóż. Poczekam. Mnóstwo pracy przed nami, wspólnej pracy, a efektów i tego co mamy w głowach nikt nam nie zabierze.

Pisałam do Was dzisiaj z mojego micro balkonu, na który wynoszę koc, szklankę z wodą i komputer wieczorem kiedy Lila i Jarek robią kilometry na rowerze, a kawę i książkę rano kiedy Maja jeszcze śpi i mam te 15 minut tylko moje.

c

||||| Like It 2 I Like It! |||||

starość

Mówią: starość nie radość. Możliwe. Chciałabym dożyć starości razem z Jarkiem. Długiej starości, dłoń w dłoni. Starości takiej jak u moich Dziadków, kiedy po ponad 50 latach małżeństwa mówią do siebie „Kochanie”. Starości miękkiej, pomarszczonej, ciepłej i czułej. Kiedy razem wyjdziemy przed dom i patrząc na góry powiemy sobie „udało nam się życie, bo byliśmy razem”.

l

||||| Like It 3 I Like It! |||||

od rana do wieczora

d  i  c  e

Od rana do wieczora. Od telefonu do telefonu. Od śniadania do kolacji. Od notatki do notatki w kalendarzu. Coś pomiędzy? Coś było, ale nie pamiętasz co. Ktoś był, ale kto?

Budzisz się rano i wpinasz stopy w bloki startowe. Czekasz na sygnał i ruszasz. Biegniesz przez godziny, minuty depczesz, nie szanujesz ani sekundy, a ciągle i wciąż ci ich brakuje. Wieczny niedoczas a tak naprawdę nie odhaczasz wykonanych zadań w 100%. Gdzie jesteś pomiędzy tymi telefonami, notatkami w kalendarzu, pomiędzy zadaniami na liście „to do”? Pamiętasz co jadłeś, do kogo się uśmiechałeś? Czy w ogóle… Ciągle biegniesz, bo trzeba to i tamto, bo czas goni, bo musisz. Biegniesz i gubisz siebie po drodze. Gubisz relacje, zapominasz o tym co ważne. Myślisz, że to wszystko poczeka na Ciebie. W zasadzie jesteś pewien. Szkoda ci czasu, tego przecież tak cennego, na całusa w przelocie, na kawę z pianką którą tak lubisz, na złapanie za rękę, na obiad prosty ale zdrowy, na rozmowę, na posłuchanie ptaków za oknem, na odpoczynek, na zdrowie. Gdyby cię ktoś przypadkiem spotkany na ulicy spytał: jaki kolor oczu ma twoja siostra, jaki smak lodów lubi twoja córka, na którym kolanie plaster z pingwinem wczoraj jej przykleiłeś, kiedy ostatnio kupiłeś kwiaty, byłeś na spacerze albo kiedy mocno kogoś przytuliłeś? To co odpowiesz?

Biegniesz i zapominasz żeby dbać o twój świat. Zapominasz być.

Wiele razy łapię się na tym bezsensownym biegu i zwalniam. Czasem jest trudno, bo trzeba z czegoś zrezygnować, o coś dodatkowo się postarać, bo nie ma siły, bo ręce bolą. Ale gotuję, całuję to kolano z pingwinem, robię kawę, przytulam i nic innego w tym czasie nie robię. Jestem. Dziękuję w myślach, że mogę być.

Jeśli nie poświęcasz czasu światu, który zbudowałeś los uznaje, że go nie potrzebujesz i zwyczajnie ci go zabierze, rozburzy, zniszczy. Dbaj o tego buziaka, o to kolano otarte, o te ptaki za oknem. Poczuj życie nie tylko wtedy kiedy da Ci w kość. Ratuj, dotykaj, smakuj, bierz i dawaj, pomagaj, dziękuj, chciej i pamiętaj.

||||| Like It 2 I Like It! |||||

żywa ziemia

Wiesz co to jest szczęście? Każdy ma jego własną definicję i każda jest właściwa. O jednym tylko trzeba pamiętać przy definiowaniu szczęścia – żeby czekając na to największe nie podeptać tych szczęść całkiem malutkich, bez których to wyczekiwane nie będzie miało później sensu.

Wiesz co to jest szczęście? To TEŻ są małe marchewki z własnego ogródka. I nic nie poradzę, że te małe rude korzonki sprawiają nam tyle radości. Od nasionka, własnymi rękami wysiane i podlane, pachną tak jak nigdy pachnieć te z Lidla nie będą. I ta świadomość, że ziemia w której urosły… żyje. Żyje i dała też natkę pietruszki, która pachnie niemożliwie i buraka dała i sałatę, agrest i jedną małą poziomkę… I choć to pewnie tylko kilkanaście obiadów i koszt nasion wysoki i praca i czas, to wartość ich jest ogromna. Bo jeśli grudki ziemi przez palce przesiejesz i ból pleców poczujesz i strach, że te kilka główek sałaty grad może zniszczyć, to nie wyrzucisz, nie zmarnujesz ani listka, ani łodyżki.

Bo ziemia uczy pokory, dzięki której wszystko inaczej smakuje.

e  c  d

||||| Like It 2 I Like It! |||||

moje soul food

e  d  c

Zrobiłam leczo i fruwam.

Są smaki, na które czeka się cały rok i choćby nie wiem co, to o innej porze roku nie będą takie jak teraz. Czasem jest to zasługa wyłącznie składników, które właśnie teraz są najlepsze, smak pełny i właściwy tylko latu – małe cukinie, natka pietruszki czy cebula dymka. Tak jak teraz nigdy nie będą smakować truskawki, czereśnie czy rabarbar, za chwilę maliny, jagody i porzeczki, potem dynia i śliwki. Czasem smak jest niepowtarzalny, bo nam coś przypomina np. to jak gotowała mama czy babcia, bo takie jabłko prażone albo budyń albo pierogi ruskie przenoszą nas do dzieciństwa i zawsze już będzie nam dobrze jak je zjemy. To takie właśnie soul food – jedzenie duszy, które syci nie tylko brzuch, ale leczy myśli, rozjaśnia głowę, wypełnia nas dobrymi wspomnieniami.
Ja mam wiele takich smaków, a jednym z nich jest właśnie leczo. Nie interesują mnie przepisy na to prawdziwe węgierskie, bo to które robię we własnej kuchni jest kopią tego, które robi moja Mama. Do bólu warzywne, pomidorowe, z nutą wędzonki i całą górą natki pietruszki.

Jest mi dobrze na duszy.

||||| Like It 2 I Like It! |||||

słowa

Przyszedł dzisiaj mail. Mail od Kogoś kto czyta moje słowa. Kto wraca do tych, które dawno temu nawet się tu pojawiły. To wiadomość z gatunku tych, które dodają skrzydeł i niesamowicie motywują. Dziękuję Asiu. Dla Ciebie te niezapominajki dzisiaj.

c  e  d

||||| Like It 1 I Like It! |||||

przyszły dni…

13335932_1048072858618195_6828451693972062703_n

Przyszły dni bez skarpetek za to z burzami co pojawiają się całkiem znikąd, po których woda z grzywki kapie i przelewa się między palcami w sandałach. Dni z truskawkami i sukienką w kwiatki, piwoniami w wazonie i natką pietruszki z własnej działki. Dni, które zaczynają się przytulaniem i książką o 4 zero zero. Dni z kilometrami gdzie przede mną w wózku śpi 1/3 mojego świata, a nad głową kwitnie jaśmin…

||||| Like It 3 I Like It! |||||

spokój

k  i  j

Nieważne ile mamy lat, ile mamy w portfelu, jaki kod pocztowy piszą na kopercie z rachunkiem i jak duży ten rachunek, czy w lodówce jest francuski ser czy twaróg wiejski od babci na targu kupiony. Nieważne czy Twoje dziecko ma śpiochy z Tesco czy rampersa z zagranicy, czy pojedziesz na wakacje czy zostaniesz na leżaku w ogrodzie… wszystko to nieważne jak w życiu brakuje spokoju. Wobec niego wszyscy jesteśmy równi choć każdy ma inny próg jego odczuwania. Zupełnie tak jak z bólem – jeden zęby zaciśnie nawet po wypadku a drugi krojąc szczypiorek się draśnie i oczy łzami zajdą. Życie hartuje. Życie przynosi takie doświadczenia, że za kilka lat nie będziemy pamiętać o problemach, które mamy teraz. Mówią – co nas nie zabije… rację mają, ale ten spokój. Bez niego gdzie się nie obejrzysz to ciemno. Choć dla każdego oznacza coś innego.

Dla mnie to zdrowie i po stokroć zdrowie. Modlę się o nie każdego wieczoru. Bez niego nic nie cieszy. Dla mnie to dwie zdrowe ręce i nogi i nos, na którym noszę okulary, bo bez nich to tak jakbym krótsze ręce miała. A nimi przecież i posprzątam i przytulę i zupę zamieszam i się podpiszę. Dla mnie to ten twaróg z targu i świadomość, że na rachunki wystarczy i na kwiaty i na paliwo do samochodu żeby ludzi, których kocham odwiedzić i na kawę żeby z Człowiekiem najważniejszym w życiu ją wypić. Spokojna jestem kiedy ta mniejsza dłoń w większej może się zagrzać i kiedy jest obok Ktoś kto jest mi całym światem. Ale największy spokój mam w sobie kiedy zwyczajnie wszystko to sobie uświadamiam. Bo przecież w życiu spokojniej jest kiedy można za coś podziękować, a nie tylko prosić.

||||| Like It 6 I Like It! |||||

nie ma lepszego miejsca niż obok

Jakiś czas temu pisałam na blogu [klik] o tym, że czekając na drugie dziecko wszystko jest dla mnie inne niż poprzednio. Owszem wszystko było inne, nadal tak uważam. Od ponad tygodnia jestem mamą dwóch Córek i od ponad tygodnia już wiem dlaczego to oczekiwanie było inne. Było inne, bo ja jestem inna. Inna niż blisko cztery lata temu. Mam w sobie spokój, którego wtedy szukałam. Mam stuprocentową akceptację. Mam odrobinę więcej doświadczenia i dużo więcej pokory. Nie walczę ze sobą, z moimi wyobrażeniami. Wielu kwestiom chętnie się poddaję, chwilę dłużej czekam i zupełnie na nowo odczuwam i przeżywam to Nowe Życie.

Nie ma lepszego miejsca niż obok tej Drobiny, Lili i Jego. Tak jest dobrze.

i

||||| Like It 9 I Like It! |||||

moje oczekiwanie

r

Usłyszałam ostatnio pytanie: dlaczego nie mówisz, nie piszesz o ciąży? pracujesz, nie celebrujesz… nie czekasz na dziecko? Pozostawiłam to pytanie bez odpowiedzi, bo wbiło mnie w ziemię, ale też nigdy tak naprawdę, tak o tym nie pomyślałam. Po jakimś czasie znów myśl o tym do mnie wróciła, to pewnie efekt upływającego czasu, a więc krótko i na temat.

• Lada moment na świat przyjdzie moje drugie dziecko. To zupełnie inne oczekiwanie niż pierwsze. Nie płytsze, nie mniejsze, nie mniej emocjonalne. Inne.
• Lili ma już prawie cztery lata. To niesamowicie wymagający rozwojowo czas. Nie mogę wyłączyć się z Jej życia oczekując na Nowe.
• Nie zmieniłam mojego życia ze względu na to, że jestem w ciąży. Pracowałam do końca 8 miesiąca. Pracowałam, bo dobrze się czułam, bo aktywność zdecydowanie mi służyła, bo bycie w domu to nie dla mnie. Bo moja praca to również mój rozwój, bo po prostu ją lubię.
• Będę mamą dwójki dzieci, bardziej mnie zastanawia jak wszystko ogarnę niż nowa pościel do łóżeczka /uśmiech/. Z nowych „wyprawkowych spraw” mam tylko króliczka, którego wybrała Lili, kilka muślinowych pieluszek, olejek i lanolinę do pielęgnacji… Lubię otaczać się pięknymi rzeczami, ale przy takim maluchu to przecież tylko rzeczy. Zbyt dużo niepotrzebnych „wynalazków” kupiłam poprzednio.
• Radość z oczekiwania na drugie Dziecko jest ogromna, ale jest częścią mojego życia od 9 miesięcy, a nie jego istotą. Ciąża to tylko dopełnienie mojej codzienności, cieszę się jej faktem, lecz prowadzi ona do czegoś zdecydowanie ważniejszego i głębszego.

To moje proste życie, moje najprostsze oczekiwanie, moje celebrowanie tego czasu.

 

||||| Like It 4 I Like It! |||||

o kawie

l

W czasie kiedy w zasadzie w każdym momencie życia liczy się tempo i zysk kupno dobrej kawy stanowi duże wyzwanie. Zwłaszcza kiedy lub się dobrą kawę. U nas zaczęło się niewinnie od smakowania różnych gatunków, od porównywania co nam smakuje, przez młynek do ziaren i french press, mój udział w warsztatach z alternatywnych metod parzenia kawy aż po zakup ekspresu i wybieranie ziaren. Dla nas wartość mają tylko kawy ziarniste, choć droższe od mielonych, ale tych drugich nigdy nie możemy być do końca pewni, nie domyślajmy się nawet co może być mielone razem z nimi. O kawie rozpuszczalnej nawet nie wspominam, bo to już kawowy fastfood, który z kawą nie ma niewiele wspólnego.

Problem z kupnem dobrej kawy, zwłaszcza w małych miastach jest dość spory. Nie ma tu palarni, a profesjonalne sklepy mogę policzyć na palcach, a i tak nie mam do nich zaufania. My ani w marketach ani w specjalistycznych sklepach nie znaleźliśmy kawy, którą kupilibyśmy po raz drugi. Kawa, na którą wydajemy przecież niemałe pieniądze powinna być świeża, nie starsza niż 10 miesięcy od zbiorów, otrzymany napar jest wtedy nie tylko wyjątkowo smaczny, ale też bardzo zdrowy. Świeże ziarna kawowca mają mnóstwo przeciwutleniaczy skutecznie zwalczających szkodliwe wolne rodniki. Dlatego w poszukiwaniach dobrych ziaren postanowiłam dać sobie spokój z kupowaniem ich stacjonarnie i poszukać w internecie. Na szczęście są jeszcze miejsca i produkty, które nie zostały stworzone tylko przez liczygroszy, ale przez znawców dobrego smaku. Wiecie też, że ekologia ma dla mnie kluczowe znaczenie, więc podarowałam sobie palarnie i miejsca gdzie nie sposób dowiedzieć się skąd pochodzą ziarna. Przeszukując strony www, otwierając setki zakładek trafiłam do pięknego miejsca, z którego wykupiłabym większość asortymentu, ale ratując się zdrowym rozsądkiem pozostałam przy kawie… Ale jakiej kawie! Kawa organiczna – Copenhagen Organic pochodząca ze Skandynawii, którą znalazłam jest tym czego szukałam od bardzo dawna. Nie zawiodłam się.

Ale zanim napiszę o smaku, kilka słów o samej kawie organicznej. Uprawiana jest tam, gdzie panują doskonałe warunki klimatyczne, sprzyjające jej naturalnemu wzrostowi, bez użycia środków chemicznych oraz sztucznych nawozów. Uprawa organiczna w przeciwieństwie do plantacyjnej jest bardzo ważna dla ochrony środowiska – dzięki niej ogranicza się m.in. wycinanie lasów tropikalnych i nie ingeruje w środowisko naturalne. Istnieje szereg wymogów dotyczących certyfikowania kaw organicznych, te najbardziej podstawowe obejmują ograniczenie stosowania środków chemicznych podczas uprawy, sama uprawa na terenie wolnym od środków chemicznym przez kilka lat wstecz oraz częste kontrole jakości. Ponadto na plantacjach organicznej kawy nie eliminuje się obecności innych gatunków roślin czy zwierząt co często ma dodatkowy, dobry wpływ na smak i jest zgodne z poszanowaniem natury. Kupując zatem kawę organiczną okazujemy szacunek środowisku i własnemu zdrowiu.

A teraz o tym co nam smakuje. Jarek to wielbiciel dużej, czarnej i gorzkiej. Spory kubek i delikatna pianka to Jego świat. Mój natomiast, jak często możecie zobaczyć na zdjęciach, to małe espresso z grubą cremą, gęste, mocne, słodkie i już bez mleka. Wielokrotnie kupowana przez nas kawa, była mocna ale jednocześnie kwaśna lub „przypalona” i mimo szczerych chęci z kubka nie znikała nawet połowa. Dlatego jeśli nie znamy smaku kawy to najlepiej kupić jej jak najmniejsze opakowanie, nawet jeśli cenowo może się to nie opłacać – uwierzcie mi to i tak lepiej wydane pieniądze niż duża paczka kawy o paskudnym smaku, którą i tak wyrzucicie. W tym wypadku wybór padł na łagodną Etiopię, z wyraźnie wyczuwalnymi nutami kwiatowymi, która została naszą zdecydowaną faworytką i nieco mocniejszą Brazylię. Teraz żałuję, że w ofercie nie ma większych opakowań /uśmiech/.

i  k  m  n

Doskonała organiczna kawa: www.jugandmug.com
Filiżanka: www.kalva.pl

||||| Like It 1 I Like It! |||||

spacerologia

j  l  k  i

Przełom pór roku. Oprócz nieba w kolorze baby blue nie zachęca nic do wyjścia z domu. Ani czysto i biało, ani zielono, do tego wieje, temperatura nie rozpieszcza i gdyby nie słońce to wrażeń estetycznych ze spaceru żadnych. A tak to człowiek choć napatrzeć się pójdzie. Nie chce się z fotela zejść, zrzucić koca, wystawić nosa za drzwi… ale zdrowie i dobre życie to by się chciało mieć. Ile razy trzeba walczyć z własnym lenistwem, ile z tym niechcejstwem i „następnym razem” i „od jutra”, ale niezależnie od nas to tylko dni mijają, na pozostałe sprawy mamy choćby minimalny wpływ.

Naukowcy obliczyli, że średnia długość naszego życia zależy w 25% od DNA, a pozostałe 75% to nasze indywidualne wybory. Co ważne wybory te mają znaczenie nawet gdy podejmujemy je w wieku 70 lat.

Tym sposobem, dzięki dzisiejszej spacerologii przyniosłam do domu te puszyste gałązki. I gdyby nie ten spacer to nie miałabym takiej radości z faktu, że przecież natura to chyba wie i zakładam, że nie robi nas w balona i wiosna jak raz i buchnie pełną parą.

||||| Like It 1 I Like It! |||||

simple pleasures #3

W jednym miejscu wiele zachwytów – na tym mogłabym zakończyć ten wpis… Ale tu potrzeba słów. Mam kilka bzików i regularnie Was o nich tu informuję. Jednym z nich są notesy, a innym przedmioty, które powstały w ludzkich rękach. Mam ogromny szacunek do rzeczy, które zostały wytworzone przez rzemieślnika, artystę, pasjonata, rękodzielnika. Żadna z tych rzeczy nie jest powtarzalna i każda nabiera cech unikatowych w zależności od zaangażowania, tempa pracy czy nastroju twórcy. Tak jest również w przypadku okładek do tych notesów – surowa skóra, która będzie się szlachetnie starzeć. Tak, starzeć, bo ta właśnie okładka posłuży z powodzeniem lata kryjąc wewnątrz wiele zapisanych stron, emocji, pamiątek. Traveler’s Notebook jest czymś tak indywidualnym jak indywidualny jest każdy jego właściciel. Kompozycja doskonała. Niczym idealne proporcje w ulubionej popołudniowej kawie.

Dlaczego zapisku o spotkaniu, adresu, tytułu książki czy cytatu nie oprawić w klasyczny papier, atrament i skórę? Bylejakość – niekoniecznie. Harmonia, spokój i prostota smakowania każdego dnia w zapisywaniu codzienności – z przyjemnością.

i  p    n    k  m  j  r

Traveler’s Notebook możecie skomponować tutaj [klik].

 

||||| Like It 5 I Like It! |||||

czasem jest tak…

Czasem jest tak, że czekasz każdym swoim kawałkiem, każdą tkanką aż uściskasz Kogoś, aż usiądziesz przy jednym stole, albo wsuniesz nogi pod jeden koc.

Czasem jest tak, że jesteś z Kimś cały czas i nagle ta godzina rozmowy poprzedniego wieczoru, ten całus taki zwykły, ta herbata wspólnie wypita sprawia, że kolejny dzień bez tych oczu i dłoni w dłoni jest katorgą. Jest nie ważny. Jest niczym.

Czasem jest tak, że tak bardzo chcesz, żeby przyszedł ten czas wspólny kiedy uciekniecie razem od tego świata. Razem pod wspólny dach, pod jeden ciepły koc, pod to niebo bezkresne, że aż Cię wszystko boli od chcenia.

Czasem jest tak, że ta góralska kolęda rozpuści wszystkie emocje.

Czasem jest tak, że ten rosół gorący przyniesie taką błogość o jakiej marzy się od kilku dni.

Czasem jest tak, że nigdzie te dłonie nie będą Ci bliższe, a herbata bardziej gorąca, a noc i dzień bardziej Wasze…

Bo czasem jest tak, że nie wyobrażasz sobie swojego życia w innym miejscu niż teraz. Właśnie teraz. W tym miejscu. Z tymi emocjami nie zawsze łatwymi. Z tymi Ludźmi ci najdroższymi.

together

fot. /pinterest/

||||| Like It 1 I Like It! |||||

unplugged

Lubicie koncerty unplugged? To taki piękny powrót do źródeł! Rock bez prądu – jak to u nas zwykło się nazywać te wydarzenia. Odpinamy kabelki od tych elektrycznych gitar, syntezatorów, bierzemy sprzęt akustyczny, kontrabas, gitarki, grzechotki i cieszymy się pięknem muzyki. A gdyby tak… A gdyby tak wyobrazić sobie nie tyle rock bez prądu, co w …

Więcej

||||| Like It 0 I Like It! |||||