starość

Mówią: starość nie radość. Możliwe. Chciałabym dożyć starości razem z Jarkiem. Długiej starości, dłoń w dłoni. Starości takiej jak u moich Dziadków, kiedy po ponad 50 latach małżeństwa mówią do siebie „Kochanie”. Starości miękkiej, pomarszczonej, ciepłej i czułej. Kiedy razem wyjdziemy przed dom i patrząc na góry powiemy sobie „udało nam się życie, bo byliśmy razem”.

l

||||| Like It 3 I Like It! |||||

od rana do wieczora

d  i  c  e

Od rana do wieczora. Od telefonu do telefonu. Od śniadania do kolacji. Od notatki do notatki w kalendarzu. Coś pomiędzy? Coś było, ale nie pamiętasz co. Ktoś był, ale kto?

Budzisz się rano i wpinasz stopy w bloki startowe. Czekasz na sygnał i ruszasz. Biegniesz przez godziny, minuty depczesz, nie szanujesz ani sekundy, a ciągle i wciąż ci ich brakuje. Wieczny niedoczas a tak naprawdę nie odhaczasz wykonanych zadań w 100%. Gdzie jesteś pomiędzy tymi telefonami, notatkami w kalendarzu, pomiędzy zadaniami na liście „to do”? Pamiętasz co jadłeś, do kogo się uśmiechałeś? Czy w ogóle… Ciągle biegniesz, bo trzeba to i tamto, bo czas goni, bo musisz. Biegniesz i gubisz siebie po drodze. Gubisz relacje, zapominasz o tym co ważne. Myślisz, że to wszystko poczeka na Ciebie. W zasadzie jesteś pewien. Szkoda ci czasu, tego przecież tak cennego, na całusa w przelocie, na kawę z pianką którą tak lubisz, na złapanie za rękę, na obiad prosty ale zdrowy, na rozmowę, na posłuchanie ptaków za oknem, na odpoczynek, na zdrowie. Gdyby cię ktoś przypadkiem spotkany na ulicy spytał: jaki kolor oczu ma twoja siostra, jaki smak lodów lubi twoja córka, na którym kolanie plaster z pingwinem wczoraj jej przykleiłeś, kiedy ostatnio kupiłeś kwiaty, byłeś na spacerze albo kiedy mocno kogoś przytuliłeś? To co odpowiesz?

Biegniesz i zapominasz żeby dbać o twój świat. Zapominasz być.

Wiele razy łapię się na tym bezsensownym biegu i zwalniam. Czasem jest trudno, bo trzeba z czegoś zrezygnować, o coś dodatkowo się postarać, bo nie ma siły, bo ręce bolą. Ale gotuję, całuję to kolano z pingwinem, robię kawę, przytulam i nic innego w tym czasie nie robię. Jestem. Dziękuję w myślach, że mogę być.

Jeśli nie poświęcasz czasu światu, który zbudowałeś los uznaje, że go nie potrzebujesz i zwyczajnie ci go zabierze, rozburzy, zniszczy. Dbaj o tego buziaka, o to kolano otarte, o te ptaki za oknem. Poczuj życie nie tylko wtedy kiedy da Ci w kość. Ratuj, dotykaj, smakuj, bierz i dawaj, pomagaj, dziękuj, chciej i pamiętaj.

||||| Like It 2 I Like It! |||||

moje soul food

e  d  c

Zrobiłam leczo i fruwam.

Są smaki, na które czeka się cały rok i choćby nie wiem co, to o innej porze roku nie będą takie jak teraz. Czasem jest to zasługa wyłącznie składników, które właśnie teraz są najlepsze, smak pełny i właściwy tylko latu – małe cukinie, natka pietruszki czy cebula dymka. Tak jak teraz nigdy nie będą smakować truskawki, czereśnie czy rabarbar, za chwilę maliny, jagody i porzeczki, potem dynia i śliwki. Czasem smak jest niepowtarzalny, bo nam coś przypomina np. to jak gotowała mama czy babcia, bo takie jabłko prażone albo budyń albo pierogi ruskie przenoszą nas do dzieciństwa i zawsze już będzie nam dobrze jak je zjemy. To takie właśnie soul food – jedzenie duszy, które syci nie tylko brzuch, ale leczy myśli, rozjaśnia głowę, wypełnia nas dobrymi wspomnieniami.
Ja mam wiele takich smaków, a jednym z nich jest właśnie leczo. Nie interesują mnie przepisy na to prawdziwe węgierskie, bo to które robię we własnej kuchni jest kopią tego, które robi moja Mama. Do bólu warzywne, pomidorowe, z nutą wędzonki i całą górą natki pietruszki.

Jest mi dobrze na duszy.

||||| Like It 2 I Like It! |||||

przyszły dni…

13335932_1048072858618195_6828451693972062703_n

Przyszły dni bez skarpetek za to z burzami co pojawiają się całkiem znikąd, po których woda z grzywki kapie i przelewa się między palcami w sandałach. Dni z truskawkami i sukienką w kwiatki, piwoniami w wazonie i natką pietruszki z własnej działki. Dni, które zaczynają się przytulaniem i książką o 4 zero zero. Dni z kilometrami gdzie przede mną w wózku śpi 1/3 mojego świata, a nad głową kwitnie jaśmin…

||||| Like It 3 I Like It! |||||

spacerologia

j  l  k  i

Przełom pór roku. Oprócz nieba w kolorze baby blue nie zachęca nic do wyjścia z domu. Ani czysto i biało, ani zielono, do tego wieje, temperatura nie rozpieszcza i gdyby nie słońce to wrażeń estetycznych ze spaceru żadnych. A tak to człowiek choć napatrzeć się pójdzie. Nie chce się z fotela zejść, zrzucić koca, wystawić nosa za drzwi… ale zdrowie i dobre życie to by się chciało mieć. Ile razy trzeba walczyć z własnym lenistwem, ile z tym niechcejstwem i „następnym razem” i „od jutra”, ale niezależnie od nas to tylko dni mijają, na pozostałe sprawy mamy choćby minimalny wpływ.

Naukowcy obliczyli, że średnia długość naszego życia zależy w 25% od DNA, a pozostałe 75% to nasze indywidualne wybory. Co ważne wybory te mają znaczenie nawet gdy podejmujemy je w wieku 70 lat.

Tym sposobem, dzięki dzisiejszej spacerologii przyniosłam do domu te puszyste gałązki. I gdyby nie ten spacer to nie miałabym takiej radości z faktu, że przecież natura to chyba wie i zakładam, że nie robi nas w balona i wiosna jak raz i buchnie pełną parą.

||||| Like It 1 I Like It! |||||

simple pleasures #3

W jednym miejscu wiele zachwytów – na tym mogłabym zakończyć ten wpis… Ale tu potrzeba słów. Mam kilka bzików i regularnie Was o nich tu informuję. Jednym z nich są notesy, a innym przedmioty, które powstały w ludzkich rękach. Mam ogromny szacunek do rzeczy, które zostały wytworzone przez rzemieślnika, artystę, pasjonata, rękodzielnika. Żadna z tych rzeczy nie jest powtarzalna i każda nabiera cech unikatowych w zależności od zaangażowania, tempa pracy czy nastroju twórcy. Tak jest również w przypadku okładek do tych notesów – surowa skóra, która będzie się szlachetnie starzeć. Tak, starzeć, bo ta właśnie okładka posłuży z powodzeniem lata kryjąc wewnątrz wiele zapisanych stron, emocji, pamiątek. Traveler’s Notebook jest czymś tak indywidualnym jak indywidualny jest każdy jego właściciel. Kompozycja doskonała. Niczym idealne proporcje w ulubionej popołudniowej kawie.

Dlaczego zapisku o spotkaniu, adresu, tytułu książki czy cytatu nie oprawić w klasyczny papier, atrament i skórę? Bylejakość – niekoniecznie. Harmonia, spokój i prostota smakowania każdego dnia w zapisywaniu codzienności – z przyjemnością.

i  p    n    k  m  j  r

Traveler’s Notebook możecie skomponować tutaj [klik].

 

||||| Like It 5 I Like It! |||||

czasem jest tak…

Czasem jest tak, że czekasz każdym swoim kawałkiem, każdą tkanką aż uściskasz Kogoś, aż usiądziesz przy jednym stole, albo wsuniesz nogi pod jeden koc.

Czasem jest tak, że jesteś z Kimś cały czas i nagle ta godzina rozmowy poprzedniego wieczoru, ten całus taki zwykły, ta herbata wspólnie wypita sprawia, że kolejny dzień bez tych oczu i dłoni w dłoni jest katorgą. Jest nie ważny. Jest niczym.

Czasem jest tak, że tak bardzo chcesz, żeby przyszedł ten czas wspólny kiedy uciekniecie razem od tego świata. Razem pod wspólny dach, pod jeden ciepły koc, pod to niebo bezkresne, że aż Cię wszystko boli od chcenia.

Czasem jest tak, że ta góralska kolęda rozpuści wszystkie emocje.

Czasem jest tak, że ten rosół gorący przyniesie taką błogość o jakiej marzy się od kilku dni.

Czasem jest tak, że nigdzie te dłonie nie będą Ci bliższe, a herbata bardziej gorąca, a noc i dzień bardziej Wasze…

Bo czasem jest tak, że nie wyobrażasz sobie swojego życia w innym miejscu niż teraz. Właśnie teraz. W tym miejscu. Z tymi emocjami nie zawsze łatwymi. Z tymi Ludźmi ci najdroższymi.

together

fot. /pinterest/

||||| Like It 1 I Like It! |||||

unplugged

Lubicie koncerty unplugged? To taki piękny powrót do źródeł! Rock bez prądu – jak to u nas zwykło się nazywać te wydarzenia. Odpinamy kabelki od tych elektrycznych gitar, syntezatorów, bierzemy sprzęt akustyczny, kontrabas, gitarki, grzechotki i cieszymy się pięknem muzyki. A gdyby tak… A gdyby tak wyobrazić sobie nie tyle rock bez prądu, co w …

Więcej

||||| Like It 0 I Like It! |||||

popołudniowe ciasto

i  l  k  j

Jak mnie najdzie na pieczenie to nie ma zmiłuj czasem. Początkowo wszyscy Ci dziwnie przeciwni i nie pałający jakoś entuzjazmem, w miarę jak ciasto w piekarniku rośnie zaczynają się przekonywać. Lubię te popołudnia. Są nasze. Domowe. A do kawy i herbaty idealnie pasuje ciasto bakaliowo-owsiane z jabłkami. Idealnie jesienno-zimowe, na takie popołudnia jak teraz kiedy za oknem wcześnie ciemno, a w domu dużo ciepła i światła.

Ciasto bakaliowo-owsiane z jabłkami

80 g mąki typu 650 • 250 g płatków owsianych • 400 ml mleka • 120 g masła • 160 g cukru brązowego • 3 jajka od „szczęśliwych kur” • 1 mała łyżeczka sody • 1 mała łyżeczka sody • 3 średnie jabłka • dwie garści orzechów włoskich • garść rodzynek • garść żurawiny

Mleko zagotowujemy, zalewamy nim płatki owsiane i zostawiamy na 10 minut do zaparzenia. Do płatków dodajemy masło i połowę cukru. Mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy z drugą połową cukru. Gdy będą ubite stopniowo dodajemy wystudzone płatki owsiane. W osobnym naczyniu mieszamy mąkę z sodą i proszkiem do pieczenia oraz 2/3 posiekanych orzechów, wszystkie rodzynki i żurawinę. Jabłka kroimy w kostkę i wszystko dokładnie mieszamy z masą owsiano-jajeczną. Całość przekładamy do tortownicy o średnicy 24-26 cm. Wierzch ciasta posypujemy resztą orzechów. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 40-50 minut.

||||| Like It 3 I Like It! |||||

rzecz o pieczeniu chleba

Mam takie marzenie. O domu. O maleńkiej piekarni. Takiej chrupiącej manufakturze. O półkach i skrzynkach drewnianych pełnych świeżych bagietek i bochnów chleba. O zapachu, który o świcie przenika przez ściany i ulatuje po całej wsi z pieca chlebowego. O bukieciku stokrotek z ogródka, albo garści czereśni na drogę do każdego bochenka. O zamiataniu wieczorem drewnianej podłogi z okruchów chrupiącej skórki, mąki i małych szczęść, które daje świeży chleb…

Tymczasem uczę się. Taki prezent tylko od siebie dla siebie. Krok bliżej do spełnionego marzenia.

k  j  m  i  l

||||| Like It 0 I Like It! |||||

staram się

i

Staram się usilnie, by nie zmuszać tych, których kocham, by kochali wszystko to, co sam kocham. Tak łatwo można popełnić ten błąd. Byłoby wspaniale, gdybyśmy potrafili cieszyć się z tego, że nasi ukochani są zawsze tylko i wyłącznie sobą, a nie próbowali nieustannie przerabiać ich na swoją modłę.

W.Wharton

||||| Like It 2 I Like It! |||||

mam na imię Paulina i jestem zajęta

Zawsze bez problemu przychodziło mi oglądanie telewizji podczas wielu rzeczy, które jednocześnie robiłam w domu. Sprzątałam, prasowałam, robiłam obiad czy przeglądałam magazyny. Odkąd nie mamy telewizora w domu, faktem jest, że ekran telewizora mnie nie rozprasza, ale znalazłam sobie dodatkowe zajęcia pomiędzy wszystkimi rzeczami do zrobienia. Bo zawsze coś do zrobienia jest. Wiecie o czym piszę i nie ma tu znaczenia czy ma się własny dom, czy mieszka u rodziców, czy posiada się dzieci czy rybkę.

Był czas w moim życiu, kiedy przeczytałam wieeeele książek, artykułów i wpisów na blogach na temat uważności, skupiania się na jednej czynności, wykonaniu jej na max procent i dopiero przejście do następnej. Okej, powiedziałam, jest to pewnie do zrobienia. I na tym się skończyło. Będąc mamą, pracując zawodowo, chcąc dobrze czuć się w swojej skórze i mieć jeszcze jakiś kontakt ze światem raczej trudno skupić się wyłącznie na jednej sprawie, rzucając w kąt pozostałe. Zawsze jest coś co chcę zrobić. „Mądre” źródła mówią, że robiąc kilka rzeczy na raz tak naprawdę niczego nie robimy dobrze. Przyznaję rację, ale tylko jako pracownik – pracując jako grafik zdecydowanie jestem gotowa wysłać w kosmos tego kto odrywa mnie od pracy. Jako kobieta i matka, jednak wiem, że da się ugotować, zrobić dwa warkocze, spakować plecak, znaleźć przepis na ciasto i obejrzeć przy tym kobietę na krańcu świata. Dokonuję takich rzeczy regularnie.

Ale to nie miał być wpis o tym co każda z nas potrafi, ale o czymś innym. O innym powodzie bycia wiecznie zajętym. Przyznaję się, dałam się wciągnąć, dałam się ponieść fali i uległam. Choć myślę o tym coraz częściej to ciągle w tym trwam i usprawiedliwiam się przed samą sobą… Ile więcej bym zrobiła gdyby nie smartfon, tablet, skrollowanie, odświeżanie? Najbardziej jestem na siebie zła o przedkładanie klikania nad czytanie książek. Kocham czytać, ale zbyt często zostawiam to na kiedyś. Czytam kiedy mogę, ale zawsze coś zatyrczy, zaszeleści, odrywam się i gubię wątek. Absolutnie nie mam nic przeciwko nowym technologiom, postępowi w cyfrowym świecie, ale zdecydowanie ciągle szkoda mi czasu spędzonego nad ekranem z niebieskim „ef”, ile by go nie było. Życie dzieje się tu i teraz przecież. Tylko co z tego, że ja się sama przed sobą opieprzam jak potem robię dalej to samo, bo ciekawość bierze górę?

Nie, nie będę tu publicznie składać obietnic, że koniec, że mniej, że coś tam, bo okej muszę być przede wszystkim sama wobec siebie i nie pomogą mi w tym publiczne obietnice. Chodzi mi bardziej o zwrócenie uwagi na problem jaki przypuszczam wiele z nas posiada. Na problem bycia „wiecznie zajętą”. Niektóre z naszych zajęć oczywistym jest, że są obligatoryjne – zapłacenie rachunków, raty kredytu, zakupy, remont czy porządek. Nie mamy co z tym dyskutować. Tylko to nie to tak naprawdę nam ten czas zjada. Jesteśmy zajęci czymś tak ulotnym i często nieistotnym, co tak naprawdę nie wnosi niczego do naszego życia, bo to spostrzegamy i nie odróżniamy tego co wartościowe od życia życiem innych. Jak naprawdę wygląda nasz odpoczynek, bycie sam na sam ze sobą? Jak wygląda teraz nasz spacer, zakupy, spotkanie z przyjaciółmi? Nie ma tam miejsca na prawdziwe bycie, bo wszystko to robimy w tłumie ludzi, nie koniecznie nawet znajomych, chmurze lajków, komentarzy… Tak się teraz dowartościowujemy? Ze smartfonem w ręce… Brzmi znajomo?

||||| Like It 2 I Like It! |||||

844 m n.p.m.

jarzębina, slow, w górach, na szlaku  na szlaku, slow, w górach  slow, jeżyny, w górach  w górach, wood, slow

Jak tylko pogoda pozwala i w nogach jest siła to szwędamy się po Beskidach. Tym razem Cyrla 844 m n.p.m. Zabieramy mapę, kanapki, butlę wody, peleryny i takiego dnia razem nic nam nie zastąpi. Cudowne jest to, że Lili powolutku zakochuje się w górach jak my. Po powrocie, na drugi dzień rano rozłożyła na podłodze mapę i zadała pytanie: „gdzie dzisiaj pójdziemy?”.

||||| Like It 2 I Like It! |||||

zdrowy rozsądek

Jakiś czas temu media wszelakie zalała fala minimalizmu – posiadanie tylko 100. rzeczy, gromadzenie doświadczeń a nie przedmiotów, ogólna asceza począwszy od wnętrz, mody po kuchnię. Jak to mówią wszystko jest dla ludzi i jestem jak najbardziej za, jednak niech to wszystko będzie w granicach zdrowego rozsądku. Byłabym hipokrytką gdym napisała, że minimalizm mnie nie …

Więcej

||||| Like It 3 I Like It! |||||

na całe życie

Tak po prostu zamknij teraz oczy i przypomnij sobie smak i zapach, który sprawia że coś niewytłumaczalnie miękkiego i ciepłego wypełnia każdą tkankę. Pomyśl o burzy w śliniankach, która powoduje, że motylom w twoim brzuchu rosną skrzydła i czujesz, że nogi pod stołem przestają dotykać ziemi.

Każdy z nas ma takie wspomnienia dzięki którym jesteśmy na kulinarnym haju. Takie, których nie zastąpi nawet sporej wysokości rachunek w renomowanej restauracji. Nie ma tu znaczenia zasobność portfela czy kolor talerza, to takie połączenie smaku, zapachu (najczęściej najprostsze i najmniej wyszukane) czy wydarzenia im towarzyszącego, dzięki którym jesteśmy tacy tyci tyci, do przytulenia. Ja też mam takie jedzeniowe dragi, których nic pod względem super mocy nie zastąpi. Mięknę na samą myśl o zupie jarzynowej i rosole mojej Mamy czy duszonych skrzydełkach z cebulą, koktajlu borówkowym, pieczonym jabłku z pieca czy jajecznicy mojego Taty albo pierogach Babci z Żegiestowa. Rany… no to wracamy do tej burzy w śliniankach [śmiech]. To są smaki nie do zastąpienia i choćbym próbowała na dziesiątki sposobów (nie byłabym sobą gdybym nie próbowała) nie uda się ich nigdy odtworzyć. Właśnie w tej niepowtarzalności jest sedno i to ona przenosi mnie do czasów podstawówki, kiedy Tata rano pięć razy stuknął w patelnię i na stole lądowała taka jajecznica jakiej nikt nigdy w moim życiu nie powtórzył. Taka prosta, taka wtedy zwyczajna, taka niepozorna, taka niewymyślna, nie bogata a tak bardzo mi została w głowie.

Jarkowi oczy się świecą na myśl o pajdzie chleba z kwaśną śmietaną i cukrem aż w zębach trzeszczy, bloku czekoladowym z mleka w proszku (koniecznie „niebieskiego”), drożdżówkach z białym serem Babci i chlebie z pieca i ziemniakach pieczonych na blasze. To wyjątkowe wspomnienia. Wspomnienia miejsc, ludzi czy zdarzeń i to wszystko w połączeniu tworzy strefę komfortu znaną tylko nam.

Nie zaskoczę Was jak teraz napiszę, że jedzenie to dla mnie jeden z filarów naszego życia rodzinnego i budowania naszej rodzinnej historii, mojej osobistej również. Kocham karmić ludzi, kocham wymyślać nowe smaki, połączenia, formy. I wymyślam, co możecie często tu oglądać, ale nasze sztandarowe smaki pozostają niezmienne. Nimi się koimy kiedy jest źle, świętujemy kiedy jest dobrze, celebrujemy zwykły dzień. Nie potrzeba pełnego koszyka na zakupach, nie potrzeba drogich składników na chleb, krokiety z barszczem na rosole, łazanki, naleśniki z dżemem czy najzwyklejszą szarlotkę i pomidorową.

Myślę o tym czy kiedyś Lili będzie mieć takie kulinarne dopalacze, bo rośnie w domu, który zaczyna się od kuchni, gdzie obiad jest ważniejszy niż nawet najlepsze zabawki. I to obiad przy stole. Bo stół łączy.

comfort food, slow food

||||| Like It 3 I Like It! |||||